12 grudnia 2014

Szpiglasowy Wierch, czyli piękniej już być nie może!

Moje pierwsze samotne wyjście w Tatry. Wybór padł na Szpiglasowy Wierch – wejście od Morskiego Oka, zejście do Doliny Pięciu Stawów i nocleg w schronisku. Była jesień, złota polska jesień; środek tygodnia. Na szlakach powyżej Morskiego Oka pustki, na palcach jednej ręki mogłabym policzyć napotkane osoby. Przy okazji, zahaczam jeszcze o Wrota Chałubińskiego, dlatego na sam wierzchołek Szpiglasa wchodzę ok. 15.00. Chwilę przede mną dwójka górołazów opuściła szczyt, więc niespodziewanie zostałam tam sama. Przez chwilę nie wiedziałam gdzie podziać oko – takich widoków jeszcze nie widziałam! Nie był to mój pierwszy raz na Szpglasie, ale jak byłam tam kiedyś w lecie, to mgła przysłoniła nam wszystko. Ale teraz zgadzam się w stu procentach z tymi, którzy umieszczają Szpiglasowy Wierch na pierwszej pozycji w rankingu szczytów z najpiękniejszymi panoramami. Bezapelacyjnie to także i mój numer jeden. Uważam, że nie ma w Tatrach polskich miejsca z piękniejszym widokiem. Szpiglas jest cudowny o każdej porze roku, ale jesienią w szczególności! :)




Mając zatem cały wierzchołek dla siebie rozłożyłam się w jednym miejscu i rozpoczęłam ponad godzinne biwakowanie. Do zejścia zmusiły mnie jednak zimne podmuchy wiatru, które doskwierały coraz bardziej. Przez ten czas nikogo więcej nie było na szczycie. Nie wiem, czy jakiekolwiek słowa są w stanie opisać, to jakie uczucia towarzyszą wtedy górskiemu piechurowi. Cisza, spokój, tylko ty i góry ukazujące ci całe swoje piękne oblicze. Wymarzona chwila i rekompensata trudu włożonego na podejściach. Czas na przemyślenia, głębszą refleksję. Na chłonięcie gór całym sobą. O takie momenty w polskich Tatrach raczej ciężko, chyba się zgodzicie? Ale jak najbardziej jest to możliwe, trzeba po prostu być w odpowiednim miejscu i czasie. A jak się to później docenia  ten fakt i jak zmienia to postrzeganie gór samych w sobie…  Tak przynajmniej było w moim przypadku. Do tamtej pory jeździłam w Tatry zazwyczaj w sezonie letnim, ewentualnie zimowym. Normą były dla mnie duże ilości napotykanych turystów czy wędrowców. Jednak kiedy po raz pierwszy doświadczyłam gór w inny sposób, bez tłumów, w samotności, moje pojmowanie „normy” bardzo się zmieniło. Od tamtej pory bardziej sceptycznie podchodzę do pomysłów wyjazdu w Tatry w terminach, kiedy są one przepełnione ludźmi. Kiedy tylko mam możliwość, staram się tego unikać.  Nie o to bowiem mi już chodzi w górach. Szukam, oczekuję czegoś więcej niż tylko stanięcia na danym wierzchołku, przejścia danej trasy. Lubię spotykać w górach Ludzi Gór, a nie setki (czasami przypadkowych) turystów. Wyjście w góry nie jest już dla mnie tylko wyjściem w góry, ale przygodą, poszukiwaniem doznań estetycznych, chwil samotności, doświadczaniem potęgi gór, refleksją, szczęściem ….




W tym roku, korzystając z jesiennego wypadu w Tatry, postanowiłam ponownie się tam wybrać. Tym razem jednak zaczynając w Piątce i schodząc do Morskiego Oka.

Cel: Szpiglasowy Wierch (2172 m n.p.m.)
Trasa: Dolina Pięciu stawów – Szpiglasowa Przełęcz – Szpiglasowy Wierch – Szpiglasowa Przełęcz – Morskie Oko (szlak żółty)







Wejście na Szpiglasową Przełęcz (2110 m n.p.m.) od strony Doliny Pięciu Stawów jest nieco trudniejsze niż od strony Morskiego Oka. Tuż przed samą przełęczą są łańcuchy (myślę, że przydatne bardziej w chwilach, gdy skała jest mokra, bo w normalnych warunkach wejście nie przysparza żadnych trudności, pokusiłabym się nawet na stwierdzenie, że jest łatwiej niż na Giewoncie).  Nam wejście zajęło jednak dużo więcej czasu niż przewidywaliśmy, ale to za sprawą ciągłego oglądania się za siebie, robienia dodatkowych przerw na zdjęcia oraz podziwianie krajobrazu – przede wszystkim pierwszoplanowego Koziego Wierchu, którego wierzchołek (niestety) przez cały czas przykryty był chmurami. Mogliśmy zapomnieć o dotarciu gdziekolwiek o planowanym czasie. Ale czy to ważne w takim momencie?  Wtedy naprawdę nic więcej się nie liczyło, tylko to, co tu i teraz. :)












Jako, że był to długi weekend, na szlakach dojściowych było wielu piechurów, jednak na szczycie znowu przez dłuższą chwilę byliśmy sami. Tak, znowu spędziłam tak około godziny i ponownie przegonił mnie doskwierający wiatr. :)



A co do widoków ze szczytu … Bajka! Po jednej stronie Dolina Pięciu Stawów (widać wszystkie stawy) oraz jej otoczenie – począwszy od Świnicy, poprzez Zawrat, Mały Kozi Wierch, Zmarzłą Przełęcz, Kozi Wierch, Skrajny Granat, Buczynowe Turnie, Koszystą, Wołoszyn po Skrajny Wołoszyn.  Dalej odchodzące od Szpiglasowej Przełęczy Miedziane i Opalone oddzielające Dolinę Roztoki od Doliny Rybiego Potoku.  Następnie w tle Tatry Bielskie z Harwaniem i Płaczliwą Skałą, Kołowy Szczyt, Lodowy Szczyt, Mały Lodowy, Młynarz, Niżne Rysy, Rysy, Wysoka, Mięguszowiecki Szczyt Wielki, Cubryna, zupełnie niepozorny z tej perspektywy Mnich.  Jest na czym zawiesić oko. Zdecydowanie! :)



Miedziane
Tatry Bielskie
Kołowy, Lodowy i Mały Lodowy Szczyt

Czarny Staw w Dolinie Pięciu Stawów
Początkowo wierzchołki Rysów, Mięgusza czy Cubryny były ukryte w chmurach, jednak w momencie, gdy zaczynamy schodzić w stronę Morskiego chmury sukcesywnie ustępują i  poszczególne szczyty prezentują się nam w całej okazałości. Do tego w niecodziennej aurze i oprawie świetlnej. Upajałam się tym widokiem!  Nie kuszę się o stwierdzenie, że zdjęcia mówią same za siebie, bo zdecydowanie nie oddają tego obrazu, który mam zapisany w pamięci. Są tylko taką namiastką tego, co góry tego dnia nam zaoferowały. :)




Niżne Rysy, Rysy, Wysoka, z przodu Mnich





Szlak z Morskiego Oka na Szpiglasową Przełęcz kiedyś miał stanowić przedłużenie ceprostrady i rzeczywiście trochę ją przypomina. Duże, płaskie kamienie, ułożone w dogodny sposób sprawiają że wejście tam przypomina bardziej górski spacer, a schodzi się także bardzo wygodnie i szybko (o ile oczywiście człowiek się nie zapatrzy w otoczenie, o co w tamtejszej scenerii nie trudno :D). Lubię obydwa podejścia na Szpiglasową Przełęcz i szczerze mówiąc ciężko mi stwierdzić, którędy lepiej wchodzić, a którędy schodzić. Na pewno warto zrobić takie „kółko” zamiast wracać tym samym szlakiem. No to jak? W drogę! :)



8 komentarzy:

  1. Przeeeeeeecudne te widoki! Podziwiam Cię za tę podróż, naprawdę! :)
    A Stawy wyglądają, jakby były namalowane... Góry są piękne....Wspaniałe...

    OdpowiedzUsuń
  2. Szpiglas jest ciekawą górą, a widoczki z niego również interesujące. Myślę, że zgodzę się z Twoimi twierdzeniami co do tego szczytu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również zaliczam Szpiglasa do góry z najcudowniejszymi z niej widokami. Nie mogłam się zdecydować, po której stronie jest ładniejsza panorama. Zapraszam do mnie na relację z wędrówki na Szpiglasowy Wierch :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Panoramy ze Szpiglasa prezentują się zacnie. Jak dodać do tego jesienne kolory i sprzyjającą pogodę to już w ogóle bomba. Sama na szczycie w spokoju - zazdrość. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie się Tatry kojarzą właśnie z tłumami i wolę wybrać inny kierunek. Ale Tatry właśnie poza sezonem są w planach. Niesamowite widoki. A jak dodać do tego ładną pogodę i brak tłumów na szlaku, to już w ogóle raj ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepięknie! Szpiglas to również jedno z moich ulubionych tatrzańskich miejsc. Nie dziwię Ci się, że nie mogłaś się nacieszyć widokami bo sama miałabym podobnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawsze z wielka przyjemnością oglądam Twoje zdjęcia. Nie inaczej jest i tym razem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pozazdrościć aury, niesamowita była! Przepiękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń