Andora - malutkie państwo położone pomiędzy Francją a
Hiszpanią, ulokowane w samym sercu Pirenejów. To chyba właśnie ten ostatni
czynnik oraz bliska odległość tego kraju do Barcelony spowodowały, że bez
chwili wahania pojechałyśmy tam, by spędzić kilka dni w górskim klimacie.
De facto, tylko jeden raz wybrałyśmy się w głąb gór. Naszym
celem stała się dolina – Vall d’Incles. Polecił nam ją nasz andorski host i
miał stuprocentową rację mówiąc, że to naprawdę piękne miejsce.
Z centrum Andorry La Velli autobusem (nie pamiętam dokładnie
jaka linia, jednak w informacji turystycznej można zasięgnąć szczegółowych
informacji) łatwo dojechać do wylotu Vall d’Incles, wystarczy poprosić kierowcę
o zatrzymanie się na odpowiednim przystanku. Koszt takiej przejażdżki to 3,30
Euro. Ze względu na niskobudżetowość naszej wycieczki, a także na chęć nowych
wrażeń, w drodze powrotnej do stolicy postanowiłyśmy stopować. Nie było
większych problemów ze złapaniem stopa, nawet w najbardziej nieodpowiednich
miejscach. :)
Vall d’Incles jest najszerszą polodowcową doliną w Andorze. Ponoć
od wiosny do jesieni można tam podziwiać różne wyjątkowe rośliny, w tym także
białe narcyzy będące narodowym symbolem Andory, jednak nas ominęła ta
przyjemność. Asfaltowa, czterokilometrowa droga prowadząca wzdłuż rzeczki
Incles doprowadza nas do końca doliny i podstawy otaczających jej gór. Tam też
znajduje się schronisko oraz rozgałęzienie szlaków: na przełęcz Fontargent oraz
do jezior Cabana Sorda, Isla Juclar i Siscaró.