Zamek Leeds – oddalony o około 40 mil na południowy wschód
od Londynu, położony w hrabstwie Kent, niedaleko Maidstone. Wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z brytyjskim miastem Leeds, lecz jego nazwa pochodzi od
wioski leżącej nieopodal, o takiej samej nazwie – Leeds. Zamek został
wzniesiony w XII w. Był ulubioną rezydencją Edwarda I. W XVI w. zamek stał się siedzibą Katarzyny Aragońskiej.
28 maja 2013
8 maja 2013
„Ruszyła maszyna po szynach ospale…”, czyli pełna para i do przodu!
Dawno mnie już tutaj nie było. Tak się sprawy poukładały, że niestety blog zszedł na dalszy plan. Ale teraz już wracam pełną parą, mam nadzieję, niczym parowozy w Wolsztynie!
Wolsztyn – niewielkie miasto w Wielkopolsce położone przy
brzegach dwóch jezior: Wolsztyńskiego i Berzyńskiego. Sławne w całej Europie. A
to za sprawą dużych kół, węgla i pary, czyli… parowozów. To właśnie w
Wolsztynie znajduje się jedyna parowozownia w Europie obsługująca ruch
pasażerski. Znajduje się tam około 30 parowozów. Codziennie z Wolsztyna do
Poznania wyrusza pociąg prowadzony właśnie przez tę maszynę parową. Parowozownia jest
udostępniona dla ruchu turystycznego. Można ją odwiedzać codziennie. I w brew
pozorom, nie pełni funkcji muzeum lecz jest czynnym zakładem pracy!
Co roku, na przełomie kwietnia i maja, w Wolsztynie odbywa się Parada Parowozów, na którą zjeżdżają
się ludzie z całej Polski, ale też i z innych krajów. W tym roku odbyła się ona w dniach 27-28
kwietnia. Była jubileuszową – XX Paradą (pierwsza odbyła się w 1993 roku).
Trzeba zatem przyznać, iż jest to święto z tradycją. Celem tej imprezy jest
zwrócenie uwagi na to zanikające już rzemiosło. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu
buchające parą lokomotywy na dworcach PKP były codziennością. Dzisiaj mamy
elektrowozy. Za kilkadziesiąt lat, kiedy zabraknie pasjonatów i czynnych
maszynistów parowozów, sztuka ta przejdzie do historii.
Teraz chwilka na odprężenie i powrót do czasów dzieciństwa.
Bo chyba nie ma osoby, która nieznana by wiersza Juliana Tuwima „Lokomotywa”.
Przypomnijmy sobie więc te słowa …
Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa -
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa -
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch - jak gorąco!
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata, o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym - same tuczone świnie,
W dziesiątym - kufry, paki i skrzynie,
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.
Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie udźwigną - taki to ciężar!
Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Para - buch!
Koła - w ruch!
Najpierw
powoli
jak żółw
ociężale
Ruszyła
maszyna
po szynach
ospale.
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.
A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata, o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym - same tuczone świnie,
W dziesiątym - kufry, paki i skrzynie,
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.
Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie udźwigną - taki to ciężar!
Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Para - buch!
Koła - w ruch!
Najpierw
powoli
jak żółw
ociężale
Ruszyła
maszyna
po szynach
ospale.
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.
A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...
A teraz znów wracamy do Wolsztyna.
W Paradzie Parowozów biorą udział lokomotywy parowe nie
tylko z Polski, ale też i z innych krajów Europejskich, np. z Czech, Austrii,
Słowacji czy Niemiec. Parada to rzeczywiście parada – parowozy są niczym
modelki na wybiegu. Przejeżdżają po kolei, najpierw pojedynczo, potem parami i
na koniec wszystkie razem, w tę i z powrotem. 



27 marca 2013
Piękna zima w wiosenny czas, czyli ostatnie chwile na stoku
Mamy prawie koniec marca, za oknami śnieg, a i mróz nie
odpuszcza. No tak, zima w tym roku dosyć długo się ociągała i przyszła chyba
dopiero w styczniu. Nic więc dziwnego, że chce zagościć u nas trochę dłużej. Na
Boże Narodzenie nie było śniegu, no to na Wielkanoc będzie! A czemuż by nie? Ot,
taki mały psikus na pryma aprilis na przykład.
Ale wracając do tematu wpisu, wcześniej już pisałam o tym jak po raz pierwszy trzy
tygodnie temu założyłam narty i jakoś udało mi się zjechać na nich z górki (link).
Wciąż jestem cała i zdrowa. Idzie mi już coraz lepiej, więc moja kochana
rodzinka postanowiła zabrać mnie do Świeradowa na nartostradę. Zapytałam tylko,
czy dam radę zjechać z tej górki. Usłyszałam odpowiedź, że tak. Więc nie namyślałam
się dłużej i od razu przystałam na ten pomysł, tym bardziej, że w Świeradowie
nigdy nie byłam, a od dłuższego już czasu chciałam się tam wybrać.
16 marca 2013
Żółty miś w Bieszczadach, czyli górska Chatka Puchatka
Tym razem wracam wspomnieniami do słonecznej wiosny zeszłego roku, kiedy to wybrałam się w Bieszczady. Zdobyłam wtedy Tarnicę, o której pisałam tutaj oraz wybrałam się do "Chatki Puchatka". Myśląc o tym miejscu zawsze wyobrażam sobie Kubusia Puchatka ze słojem miodu w ręce, siedzącego gdzieś w górach i jedzącego swoje małe co nieco. Czy wam też towarzyszy taka myśl? :)Cel: Chatka Puchatka
Szlak: żółty
"Chatka Puchatka" to najwyżej położone schronisko w Bieszczadach. Panują w nim dosyć ekstremalne warunki - brak dostępu do wody, prądu czy nawet toalety (znajduje się w budce obok). Mieści ono około 10 osób. Jednak jest celem wędrówki dla wielu turystów i piechurów. A widoki stamtąd naprawdę robią wrażenie!
6 marca 2013
Dwie deski na nogi, dwa kije pod pachę, czyli o pierwszym spotkaniu z nartami
Do tej pory, w zimowe piękne weekendy wybierałam się gdzieś
w góry. Teraz jednak nadszedł czas na zmianę. Z pomocą i namową kochanej
rodzinki pojawiłam się na stoku. Ba, nawet założyłam narty i… wciąż jestem cała
i zdrowa!
W końcu przyszedł marzec a wraz z nim ustąpiły mgły i niebo znów
nabrało błękitnej barwy. Promienie jasno świecącego słońca przywitały mnie weekendowy poranek. Od razu dostałam zastrzyk pozytywnej energii.
W końcu zobaczyłam świat! Nie białe mleko dookoła, ale lekko zaśnieżone wzgórza
i okoliczne bloki. Dopiero teraz czuję jak bardzo mi tego brakowało!
28 lutego 2013
Okienko na Tatry, czyli niepozorna Gubałówka
Za oknem wciąż mgła. Mgła i tylko mgła. Więc ja wracam myślami do tych pięknych, letnich dni spędzonych w górach. Oj, bardzo teraz tęsknię za nimi...
Przenieśmy się zatem w tatrzańskie, słoneczne klimaty...
Często myśląc o Gubałówce widzimy tylko jedną możliwość
dostania się tam – podróż kolejką. I z pewnością jest to atrakcyjny pomysł,
jednak wspinanie się na tę, niewiele ponad tysiąc metrów wznoszącą się, górę może
okazać się bardziej satysfakcjonujące. Oczywiście warto chociaż raz przejechać
się kolejką, lecz lepiej zjechać nią do centrum, niż wjeżdżać na górę.
22 lutego 2013
Coś z górskiej półki, czyli „GórFanka” dla stęsknionych gór
Mgła, mgła i sypiący śnieg. Taki właśnie monotoniczny widok
rozpościera się nad moim miastem. Zaledwie i nieprzerwanie od dwóch tygodni. I
ani jednego promienia słońca. Szaro, buro i ponuro. Pogoda jednak potrafi
przygnębić …
W takie gorsze dni wracam wspomnieniami do tych lepszych
oglądając zdjęcia i przywołując konkretne zdarzenia. Czasem też sięgam po jakąś
książkę. Ostatnio mam ich całą stertę do przeczytania. Na jej szczycie tej
sterty jakoś tak znalazła się „GórFanka”
Anny Czerwińskiej. I bardzo dobrze się złożyło, bo już od prawie miesiąca
nie byłam w górach i zdaje się, że już trochę zatęskniłam… Zatem wzięłam tą lekturę
i zaczęłam się w nią zagłębiać z przyjemnością.
W takie gorsze dni wracam wspomnieniami do tych lepszych
oglądając zdjęcia i przywołując konkretne zdarzenia. Czasem też sięgam po jakąś
książkę. Ostatnio mam ich całą stertę do przeczytania. Na jej szczycie tej
sterty jakoś tak znalazła się „GórFanka”
Anny Czerwińskiej. I bardzo dobrze się złożyło, bo już od prawie miesiąca
nie byłam w górach i zdaje się, że już trochę zatęskniłam… Zatem wzięłam tą lekturę
i zaczęłam się w nią zagłębiać z przyjemnością.
Najpierw słów kilka o autorce. Anna Czerwińska to znana polska alpinistka i himalaistka. Zdobyła
wiele ośmiotysięczników, a także Koronę Ziemi. Jako druga Polka stanęła na
Mount Evereście (2000r.), i co ciekawe, była najstarszą kobietą, która zdobyła
ten szczyt. Swoje przygody i doświadczenie postanowiła opisać w serii książek
zatytułowanych „GórFanka”. Jak na razie powstały
cztery publikacje: „Moje ABC w skale i lodzie”, „Na szczytach Himalajów”, „W
Karakorum 1979-1986” oraz „GórFanka powraca w Karakorum”.
Jakoś tak niefortunnie się złożyło, że zamiast zacząć od
początku, ja zaczęłam od końca, czyli od ostatniej części - „GórFanka powraca w Karakorum”. A to za
sprawą tego, że to właśnie tę książkę znalazłam w moim gwiazdkowym prezencie….
16 lutego 2013
Słoneczne wspomnienia w zimowy czas, czyli Rzym po raz kolejny
Wcześniej pisałam już o moim wyjeździe do Rzymu na MiędzynarodoweSpotkanie Młodych. Podczas pobytu tam, miałam okazję, aby trochę poznać miasto. Jaki
Rzym poznałam? Przekonajcie się sami! Tym razem trochę moich wspomnień i subiektywnych odczuć z tego miejsca.
Otóż przede wszystkim Rzym był ciepły i słoneczny. Co prawda i
u nas Święta Bożego Narodzenia przebiegły z niezbyt dużym mrozem na zewnątrz, i
przynajmniej u mnie w mieście nie było śniegu (za to była gęsta mgła), więc ogromnego 'klimatycznego' przeskoku nie było. Po około 22 godzinach spędzonych w podróży przywitało mnie poranne słońce na rzymskim niebie. Taką to piękną wiosnę
mieli Rzymianie tej zimy.
Odchodząc od tematu pogody i wracając do głównego wątku,
Spotkanie Młodych stworzyło okazję do zwiedzenia miasta. Dodatkowym atutem były
darmowe przejazdy komunikacją miejską oraz, w niektórych przypadkach, darmowe
wejściówki do pewnych obiektów.
Pewnego popołudnia udało nam się znaleźć
przewodnika-wolontariusza, który oprowadził nas wzdłuż via dei Fori Imperiali. Opowiedział
nam krótką historię tego miejsca i zwrócił uwagę na pewne szczegóły. Tuż przy via dei Fori Imperiali mieści się Koloseum, do którego także
zawitałam. Zanim jednak dostałam się do wnętrza tego najsłynniejszego
rzymskiego zabytku, musiałam odstać swoje w ogromnej kolejce. Powiem szczerze,
że jakoś specjalnie Koloseum mnie nie powaliło na kolana. Z zewnątrz i owszem,
wygląda niesamowicie, szczególnie o zmroku, lecz wewnątrz nie robi aż tak
piorunującego wrażenia. Kompleks rzeczywiście jest bardzo duży i wyobrażając
sobie co działo się tam setki lat temu, może budzić podziw i uznanie. W końcu te mury były świadkiem krwawych walk gladiatorów ze zwierzętami.Ponadto budowla ta przetrwała niemalże dwa tysiące lat! To taka odwieczna wizytówka
Rzymu.
10 lutego 2013
Stara znajoma Śnieżka, czyli zimowy powrót w Karkonosze
Po powrocie z Tatr przyszedł czas na kontynuowanie dobrej
górskiej passy, tym razem w Karkonoszach. Śnieżka to kolejny szczyt zdobyty
przeze mnie w ramach Korony Gór Polski oraz Korony Sudetów.
Kiedy zaczynaliśmy wycieczkę na niebie było trochę białych chmurek, a między nimi prześwitywały
promienie słońca. Na szlaku panowała bajkowa sceneria – błękit nieba i biały
puch na drzewach tworzył niesamowicie magiczną mieszankę! Dodać do tego jeszcze ‘chrupiący’
śnieg pod nogami i… to właśnie to co kocham najbardziej!
Cel: Śnieżka (1602 m n.p.m.)
Szlaki: niebieski - czarny/czerwony - niebieski
4 lutego 2013
Trochę góralskiej tradycji, czyli z wizytą w Chochołowie
Spędzając deszczowe wakacyjne dni w Zakopanem, wpadliśmy na
pomysł wycieczki krajoznawczej po okolicach. Wsiedliśmy do samochodu i w ten oto sposób dotarliśmy do Chochołowa.
Chochołów to niewielka, przygraniczna wioska leżąca na
Podhalu, oddalona ok. 18 km od Zakopanego. Położona na wysokości ok. 750 m n.p.m.
Z Zakopanego można tam dojechać na dwa
sposoby: przez Kościelisko (przy Góralskim Dworze skręcamy w prawo) lub też przez
Krzeptówki, Kiry, Witów (958). Od strony północnej do wioski prowadzi droga z
Czarnego Dunajca (958).
25 stycznia 2013
Wyjść ponad mgłę, czyli jak zobaczyć więcej
Nad Zakopanem unosiła się gęsta mgła, w której ukryte były
wierzchołki tatrzańskich szczytów. Jednak coś skłoniło mnie, aby zobaczyć obraz
z internetowej kamerki z Kasprowego Wierchu. Widok nieco mnie zaskoczył …
szczyt nie był zamglony i rozpościerały się z niego piękne widoki. Zatem od
razu zaświeciła się w mojej głowie lampka ‘aha!’ i znalazłam cel kolejnej
górskiej wyprawy. Na Kasprowym byłam już jakieś cztery razy – dwa razy wjeżdżałam
kolejką, a dwa wchodziłam szlakiem z Hali Gąsienicowej. Teraz więc chcąc
odkrywać nieznane zdecydowałam się na wejście szlakiem zielonym (z Kuźnic przez
Myślenickie Turnie).
Na nogach doszłam do Kuźnic i tam skierowałam się od razu na
szlak. Dojście do Myślenickich Turni (1354 m
n.p.m.) zabrało mi coś około godziny. Droga cały czas pod górkę, jednak
szlak był przetarty więc szło się nienajgorzej. Czasem tylko zapadałam się w
śniegu mniej lub bardziej. Będąc na Myślenickich Turniach zrobiłam sobie krótki
odpoczynek zerkając na mało zaludniony wagonik kolejki zmierzającej na Kasprowy.
Potem minęłam znak informujący o zagrożeniu lawinowym i ruszyłam na górę.
Przede mną były około dwie godziny drogi na szczyt.
18 stycznia 2013
Na górze też biało, czyli jaką piękną zimę mamy w naszych polskich Tatrach
Kończy się już mój pobyt w Zakopanem. Spędziłam tutaj prawie
tydzień, z czego większość dni na szlaku. Jednak piękna pogoda, słoneczko i w miarę
czyste niebo dopisały tylko raz. I właśnie o wycieczce z tamtego dnia opowiem dzisiaj.
Cel: Wielki Kopieniec
i Nosal
Szlaki: zielony – żółty –
zielony
Wycieczkę rozpoczęliśmy w najwyżej położonej dzielnicy
Zakopanego – Cyrhla. Tam, zaraz na
początku tej dzielnicy, znajduje się wejście na szlak czerwony oraz zielony. Przez
chwilę szlaki te idą razem, a potem na malutkiej polance rozłączają się. My
odbijamy w prawo, zgodnie ze szlakiem zielonym. Jak do tej pory ścieżka idzie
łagodnie w górę lub po w miarę równym terenie. Za niedługo wchodzimy do lasu i wyjdziemy z
niego dopiero po jakimś czasie. Tutaj szlak nabiera już troszkę większej
trudności, gdyż praktycznie cały czas prowadzi pod górkę. Podejścia nie są
jednak zbyt strome, lecz gdzieniegdzie podłoże było dosyć śliskie, więc trzeba było
iść ostrożnie. Tym bardziej, że była to nasza pierwsza zimowa wyprawa w Tatry,
więc nie mieliśmy większego pojęcia o faktycznej sytuacji na trasie.
14 stycznia 2013
Biało-czerwono dookoła, czyli Puchar Świata na Wielkiej Krokwi
Jako małe dziecko często w niedzielne popołudnia siadałam z
rodzinką, aby oglądać Adama Małysza w akcji. Potem zupełnie przez przypadek,
spędzając Boże Narodzenie w Zakopanem, natknęłam się na Mistrzostwa Polski
rozgrywane na Wielkiej Krokwi. To było moje pierwsze spotkanie ze skokami. I
tak jakoś polubiłam ten sport, zaczęłam coraz baczniej oglądać kolejne zawody
Pucharu Świata i całkowicie się w to wkręciłam. W lecie byłam na zawodach Letniej
Grand Prix rozgrywanych w Zakopanem, a teraz przyszła pora, aby wybrać się na
zimowe zawody. W końcu uchodzą one za jedne z najlepszych z całego cyklu
Pucharu Świata.
10 stycznia 2013
Pada śnieg, czyli początek zimy na Wielkiej Sowie
Pewnego dnia znowu sypnęło śniegiem. Korzystając z wolnej chwili, niezwłocznie wyruszyliśmy w góry. Za cel naszej pierwszej zimowej wyprawy wybraliśmy Wielką Sowę (1015 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Gór Sowich.
Cel: Wielka Sowa
Szlak: czerwony
Szlak czerwony rozpoczyna się przy przełęczy Sokolej, w miejscowości
Sokolec. Tam, przy stokach narciarskich należy skręcić w lewo i iść pod stromą
górę mijając Chatę pod Sową. Za niedługo, bo za jakieś 10-15 min dochodzimy do
pierwszego schroniska na tej trasie – PTTK „Orzeł”. Wstępujemy tylko po
pieczątki i idziemy dalej. Teraz zostaje nam już do przejścia ostatni
kawałeczek stromego podejścia, a potem wchodzimy w las, gdzie ścieżka jest łagodna i
idzie się naprawdę przyjemnie. Tym bardziej, że wokół nas biało, biało, biało.
Niebo jednak wciąż jest spowite ciemnoszarą mgłą.
6 stycznia 2013
Rzym, czyli Europejskie Spotkanie Młodych w 2012 roku
Długo mnie tutaj nie było – można powiedzieć, że najpierw
wzięłam sobie świąteczny urlop, a potem pojechałam na tydzień do Włoch. I teraz
chciałabym o tej mojej wycieczce opowiedzieć. : )
Wcześniej już pisałam dosyć dużo o wspólnocie Taize, w lecie odwiedziłam tę francuską
wioskę, a teraz wybrałam się na organizowane każdego roku Europejskie Spotkanie Młodych. W tym roku odbyło się ono w
słonecznej stolicy Italii – w Rzymie.
Czym są Europejskie Spotkania Młodych?
Na przełomie starego i nowego roku (od 28 grudnia do 2
stycznia), w różnych miastach Europy odbywa się spotkanie Taize, organizowane
przez francuską wspólnotę, na które zjeżdżają tysiące młodych ludzi z całej
Europy i nie tylko. Spotkanie to z założenia ma charakter modlitewny i
ekumeniczny – jest to tak zwana Pielgrzymka Zaufania przez Ziemię. Jednak nie
tylko to skłania setki ludzi do uczestniczenia w tej swego rodzaju pielgrzymce.
Możliwość poznania nowych osób, naszych rówieśników z różnych krajów,
zaznajomienia się z nową kulturą, zwiedzenia danego miasta, czy regionu. Każdy
jedzie tam tak naprawdę w innym, sobie tylko znanym celu. Jednak wszyscy tworzą
przez te kilka dni wspólnotę, razem gromadzą się na modlitwach i posiłkach.
Jak wyglądają Spotkania?
Przyjezdni zostają rozlokowani w poszczególnych parafiach,
następnie każda parafia zapewnia zakwaterowanie – może to być rodzina, ale też
nocleg w różnych zgromadzeniach, miejscach publicznych takich jak szkoły czy
nawet biblioteki. Poranne modlitwy odbywają się w parafiach, potem uczestnicy
dzieleni są na mniejsze, międzynarodowe grupki i w tych grupach, po porannej
modlitwie, odbywają się spotkania. Obiady wydawane są najczęściej w ogromnej
hali, i tam także odbywają się popołudniowe i wieczorne modlitwy. Jeżeli chodzi
o śniadania to zapewniają je rodziny bądź osoby, które nas goszczą. Podczas
obiadu dostaje się również suchy
prowiant, który stanowi kolację (bułki, serki, jogurt, owoc, słodycze,
picie). Po południu ( o 16.00 ) odbywają
się również spotkania tematyczne, na które każdy może się wybrać. Wstęp jest
wolny. Dzień kończy się wspólną modlitwą. Oczywiście modlitwy te wyglądają
bardzo podobnie do tych w Taize – są śpiewane pieśni w różnych językach,
odczytywane fragmenty Pisma Świętego, jest także chwila ciszy.
23 grudnia 2012
Magiczny czas, czyli Święta o woni pierniczków!
Święta już tuż tuż. Jutro szczególny wieczór, czyli Wigilia.
Zapewne większość z nas podzieli się opłatkiem z bliskimi, usiądzie przy suto
zastawionym stole by świętować nadchodzące Boże Narodzenie. Właśnie z tej okazji chcę wszystkim złożyć
gorące życzenia. Otóż życzę Wam, aby ten świąteczny czas był niezwykle
magiczny, spędzony w ciepłym, rodzinnym gronie, pełen radości i pogody ducha.
Pod choinką niech pojawią się mniejsze lub większe prezenty, za oknem niech będzie biało, a niebo pełne
gwiazd. Życzę Wam również dużo zdrowia oraz szczęścia, dużo uśmiechu i
pozytywnej energii, tego abyście każdego dnia odkrywali coś nowego,
fascynującego. Wreszcie niech Nowy Rok będzie dla Was jeszcze lepszy, niż ten,
który dobiega już końca, pełen wyzwań i emocji, a sylwester istnie
szalony! Zatem Wesołych Świąt! Do
zobaczenia w przyszłym roku! : ))
A oto efekt naszej „pierniczkowej” pracy - małe prezenty dla
bliskich. Ahh… ten zapach pierniczków i makowca rozchodzący się po całym mieszkaniu… Bezcenny!
20 grudnia 2012
Zagubieni na szlaku, czyli Skalnik i Zadzierna
Znowu niedziela. Znowu się chmurzy i wieje. Ale my tak łatwo
za wygraną nie dajemy i zamiast siedzieć bezczynnie w domu, ponownie oddajemy
się naszej pasji i ruszamy w góry! Po ostatniej wycieczce w Rudawy, fascynacja
tymi górami nie opadła, zatem pragnąc jeszcze raz wybrać się w to pasmo,
za cel obraliśmy jego najwyższy szczyt, czyli Skalnik. Szczyt ten wchodzi w skład
Korony Sudetów oraz Korony Gór Polski.
Cel: Skalnik – 945 m
n.p.m.
Szlaki: niebieski (agroturystyka Czartak - Skalnik –
agroturystyka Czartak)
16 grudnia 2012
Samsara, czyli niekończąca się wędrówka człowieka na świecie
Zachęcona
ostatnią recenzją „Samsary” na sąsiednim blogu, bez chwili wahania wybrałam się
do kina na projekcję tego filmu. Był piątek wieczór, a na sali siedziały trzy
osoby, w tym ja.
„Samsara”
to film dokumentalny, swego rodzaju reportaż, efekt pięcioletniej podróży po 25
krajach świata. Ujęcia przenoszą nas między innymi do Chin, Japonii, Arabii Saudyjskiej,
Tajlandii czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
11 grudnia 2012
Rudawy, ach te Rudawy, czyli Sokolik i Krzyżna Góra
Tym razem zdałam się na moją rodzinkę, i to nie ja
decydowałam o wyborze trasy. Na pytanie gdzie jedziemy? Usłyszałam odpowiedź: w
Rudawy Janowickie.
Cel: Sokolik i Krzyżna
Góra
Szlaki: niebieski – czerwony
– czarny – niebieski
Samochodem docieramy do wsi Karpniki (Przełęcz Karpnicka). Auto
zostawiamy na parkingu (obecnie, czyli poza sezonem jest on bezpłatny,
natomiast w sezonie zdaje się że trzeba coś zapłacić z pozostawienie pojazdu).
Przechodzimy przez ulicę i idziemy niebieskim szlakiem przed siebie.
7 grudnia 2012
Trzydniowiański Wierch, czyli jesienią w Tatrach
Ostatnio dużo pisałam o Sudetach i wycieczkach w rejonie Dolnego Śląska, zatem teraz pora na zmianę. Przeglądając stare archiwa zdjęć natknęłam się na te poniżej. W tamtym roku długi weekend listopadowy spędziłam w Tatrach. Pogoda była jaka była, a efekty naszej wycieczki można zobaczyć poniżej. : )
1 grudnia 2012
Osówka, czyli tajemnicze podziemne miasto
Ostatnio pogoda zbytnio nie dopisywała, weekendy były szare
i ponure, więc wyjazdy w góry odkładałam na potem. Kiedyś obiło mi się o uszy,
że w Głuszycy znajduje się podziemne miasto. Zatem szaruga na polu pozwoliła
wybrać się nam właśnie tam. I naprawdę było warto!
Po kapitulacji III Rzeszy obiekt został przejęty przez Rosjan, którzy nie objęli go opieką i należytą konserwacją. Po kilku latach oddali kompleks w ręce władz polskich, które podobnie nic nie zrobiły z tym faktem. Dopiero w latach 80-90 XX w. zaczęły się prace nad konserwacją obiektu i udostępnieniem go dla ruchu turystycznego.
Jedno jest pewne: Niemcy, kiedy odchodzili z Osówki w maju 1945 roku byli przekonani o tym, że za jakiś czas ponownie tam powrócą. Dlatego zabezpieczyli dużą część podziemi zostawiając tam… no właśnie, co? To jest jedna z najbardziej strzeżonych tajemnic tego miejsca.
Podziemne miasto
Kompleks Osówka znajduje się w miejscowości Sierpnica (nieopodal Głuszycy, niedaleko Wałbrzycha). Jest on trzecią częścią projektu „Reise”. Prace nad budową podziemnego miasta rozpoczęły się w 1943 roku. Podobno miała tutaj powstać główna kwatera Hitlera w Górach Sowich. Jednak tak naprawdę do dzisiaj nie znamy jego ostatecznego przeznaczenia. Cel prac był utrzymywany w tajemnicy. Niektórzy twierdzą, że budowano tam hale dla podziemnych fabryk do produkcji broni lub prowadzono badania laboratoryjne nad bronią jądrową. Do pracy wykorzystywano więźniów z obozu koncentracyjnego w Gross Rosen. W czasie wojny żyli tam ludzie – to był ich schron. Osówka to najciekawszy i największy udostępniony kompleks podziemny w Górach Sowich. Do dzisiaj odkryto jednak zaledwie około 10% tego, co może znajdować się w skałach („odkryta” Osówka ma obecnie długość ok. 1500 m). Wielokrotnie zgłaszały się ekipy, które chciały przeprowadzić tam badania, jednak każda z nich albo nic nie odkryła, albo została odprawiona z kwitkiem. Można rzec, że jednym z wrogów poznania prawdy o tym obiekcie są miejscowi leśnicy, którzy aż zanadto troszczą się o tamtejsze drzewa i inne rośny, i nie pozwalają na wycięcie choćby dwóch z nich, przez co uniemożliwiają prowadzenie badań. Akta, które były prowadzona przez Niemców w czasie budowy Osówki są utajnione, jak na razie do 2020 roku.Po kapitulacji III Rzeszy obiekt został przejęty przez Rosjan, którzy nie objęli go opieką i należytą konserwacją. Po kilku latach oddali kompleks w ręce władz polskich, które podobnie nic nie zrobiły z tym faktem. Dopiero w latach 80-90 XX w. zaczęły się prace nad konserwacją obiektu i udostępnieniem go dla ruchu turystycznego.
Zeznania świadków, którzy mieszkali w podziemnym mieście w
czasie wojny, i tych, którzy przybyli tam zaraz po niej nie są spójne.
Poszukiwacze prawdy i skarbów, które mogą być ukryte gdzieś w tajemnych
korytarzach mogą trafić na rzeczywiste skarby w postaci złota, czy monet, lub
też na niebezpieczne gazy i ładunki wybuchowe.
Jedno jest pewne: Niemcy, kiedy odchodzili z Osówki w maju 1945 roku byli przekonani o tym, że za jakiś czas ponownie tam powrócą. Dlatego zabezpieczyli dużą część podziemi zostawiając tam… no właśnie, co? To jest jedna z najbardziej strzeżonych tajemnic tego miejsca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































